Piękny, dwukadłubowy jacht, zwany też przez jego właściciela „łódką”, wpłynął na obrotnicę. Na tle samochodowców stojących w dokach; wielkiego Elektra i mniejszego African Highway, płynący dość szybko katamaran Gemini 3 wygląda niepozornie, a jednak jest dobrze widoczny.
Wyróżnia się sylwetką i ponad 30 metrowym masztem. Długość całkowita jednostki wynosi 27,43 m, szerokość – 14,0 m, zanurzenie – 0,46/4,9 m, rozwija prędkość do 38,4 węzła. Katamaran został zbudowany w 2007 roku w szwedzkiej stoczni Marstrom Composite w Astervik, a budowała ją polsko – szwedzka ekipa. Na kadłubie jednostki rzuca się w oczy namalowane duże logo REMONTOWA. Z tym znakiem firmowym Gdańskiej Stoczni Remontowa S.A. należącej do grupy Remontowa Holding, Gemini 3 pływa po morzach i zawija do portów świata.
Przy stoczniowych dokach nr 3 i 4 kolejny skręt w prawo i z gracją katamaran Gemini 3 cumuje do nabrzeża Ostrawica IV. Za kołem sterowym znana postać – Roman Paszke. Znana nie tylko z telewizji, ale także… z tej stoczni! Ci, którzy już wiele lat pracują w Remontowej pamiętają go doskonale, bo zanim stał się sławnym skiperem, przepracował w tej stoczni ponad 20 lat!
A teraz Roman Paszke, to jachtowy kapitan żeglugi wielkiej. Żeglarz regatowy, nawigator, budowniczy jachtów. Przepłynął wiele tysięcy mil morskich w rejsach oceanicznych. Wielokrotny Mistrz Polski w klasach morskich, zwycięzca i uczestnik wielu międzynarodowych regat, dowódca jachtu Warta-Polpharma w regatach „The Race” dookoła świata. Na swym koncie ma pokaźny arsenał osiągnięć sportowych (nie starczy tu miejsca by je wszystkie wymienić).
Na swym szybko „latającym” na morskiej fali katamaranie bije rekordy prędkości. I choć przeszkody bywają, nie poddaje się.
Zaraz po zacumowaniu Gemini 3 i zejściu na ląd, Roman Paszke znalazł chwilę na rozmowę.
- Co Cię do nas sprowadza?
- Tym razem własnymi siłami będę robił dość zaawansowany technicznie remont swojej jednostki.
- Pracowałeś tu już wcześniej…
- Tak i ten związek ze stocznią czuję nadal! Nie pierwszy raz korzystam z dobrodziejstw Remontowej, czuję, że lata pracy w stoczni procentują. Za każdym razem jak tu jestem, to tak jakbym przyjeżdżał do domu.
- Czyli… witaj w domu. A wracając do twojej jednostki, chcesz ją remontować…
- Mam plan, żeby odciążyć łódkę o blisko 1,5 tony. Jak wypłynie ze stoczni, będzie wyglądała trochę inaczej, będzie przede wszystkim lżejsza. W tej chwili osiągi jachtu, w dobrych warunkach na oceanie, to 450 – 550 mil na dobę. W pierwszym rejsie przez Atlantyk miałem dobowy przelot 547 mil. To tak, jakbym w ciągu doby pokonał trasę Gdańsk – Zakopane – Warszawa. Chcemy ten dystans zwiększyć o ponad 100 mil, a uzyskamy to odciążając jacht. Wielowyczynowe kadłubowce bardzo wyczuwają każdy nadmiar wagi.
- Ale co tu z jeszcze wyrzucić z pokładu jachtu, który był budowany z myślą, by nie był za ciężki?
- Od momentu, w którym zbudowaliśmy łódkę, w technologii sporo się zmieniło. Wiele rzeczy można zmienić. Na przykład sieć elektryczna; zamiast zwyczajnych akumulatorów można założyć takie, jakie mamy w telefonach komórkowych czyli litowo – jonowe. Cały system elektryczny, który jest na łódce waży ponad 350 kg, a będzie ważył nieco mniej niż 40 kg, a to jest dość duża różnica. I tak jest z wieloma elementami wyposażenia. Sama zaś konstrukcja i materiał, z jakiego zbudowano jednostkę, jeszcze przez kilka lat nie powinna się zmienić.
- Dziękuję za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów w tym zdobycia kolejnego rekordu prędkości.
Tekst i zdjęcia: Jerzy Uklejewski
PortalMorski.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.